Wczesnym rankiem, zanim jeszcze słońce
wychyliło się znad horyzontu, ruszyliśmy ku czeskiej granicy, by
na własne oczy obejrzeć zwycięstwo Napoleona na polach Austerlitz!
 |
| Bitwa pod Austerlitz, François Gérard |
W tym roku przypadła 210 rocznica
Bitwy Trzech Cesarzy, okazja przednia – grzechem było nie
skorzystać. W samych liczbach, 2000 rekonstruktorów (sama rozróżniłam wśród nich Czechów, Francuzów, Włochów, Rosjan, Austriaków/Niemców i Polaków), 120 koni oraz
20 dział brało udział w tej spektakularnej inscenizacji wprawiając
zgromadzony tłum w zachwyt.
Swoją wyprawę rozpoczęliśmy na
Prackim wzgórzu, gdzie dziś stoi kopiec sławiący poległych w
bitwie, lecz 2 grudnia 1805 roku znajdował się sztab wojsk
sprzymierzonych, austriackich i rosyjskich. Niebo spowijały szare
chmury, szczelnie odgradzając nas od promieni słońca. Z tego
miejsca Aleksander I spoglądał na rozległe pola, spowite
ciemnością, a tylko małe złociste punkciki, będące odległym
blaskiem ognia przy którym francuscy wojacy grzali dłonie,
wskazywały mu obozowisko nieprzyjaciela.
W drodze na plac boju Profesor raczył
nas opowieścią. W pamięci pozostała mi historia rybnego zagłębia,
jakim miały być okolice Sławkowa. Z tych stawów najdorodniejsze
karpie lądowały wprost na wiedeńskie stoły. Popyt skończył się
krótko po osławionej bitwie – plotka głosiła, że mięso
ryb z tych okolic stało się tak smaczne, ponieważ pasły się one
na zwłokach potopionych w wodzie żołnierzy.
Czekając, piliśmy słodkie grzane
wino, które wprawiło nas w przyjemny nastrój i rozgrzało ciała.
Pogoda również zesłała swoje błogosławieństwa na Cesarza
Francuzów, chmury rozstąpiły się i ujrzeliśmy błękit nieba, a
słońce roztoczyło swój blask na polu bitwy. Obserwowaliśmy
maszerujących Moskali, wyglądając wojsk Księstwa Warszawskiego.
Bitwa rozpoczęła się niewinnie,
lecz z upływem czasu i manewrami kolejnych oddziałów, huk
armat i salw stawał się coraz donioślejszy. Przed nami rozgrywał
się obraz, który w jakiejś maleńkiej części mógł nam
przybliżyć odległe czasy. Kawalerzyści galopowali w te i wewte, a
rogatywki z oddali błyskały iskrami słonecznych płomieni.
 |
| Kirasjerzy. Charakterystyczne dla tej jednostki były żelazne dwuczęściowe kirysy oraz grzywy z czarnego końskiego włosia. |
 |
| Udało mi się sfotografować taką uroczą Rosjankę ;) |
 |
| Moskale w polskiej niewoli. |
Bez niespodzianki, Francuzi odnieśli
zwycięstwo, lecz wszyscy żołnierze radośnie przemaszerowali przed
rozentuzjazmowanym tłumem. Mogliśmy pochylić głowy, przed samym
Cesarzem, który przywitany owacją pozdrowił zebranych (mimo
złośliwej potwarzy, jakoby tuż przed bitwą wyleciał z hukiem z
końskiego siodła ;) ).
 |
| Dzielna Armia Księstwa Warszawskiego. |
 |
| W roli Napoleona wystąpił Mark Schneider. Polecam odwiedzić jego stronę na facebook'u. |
Wieczorem udaliśmy się do miasta w którym odziani w mundury żołnierze, mieszali się ze zwykłymi ludźmi, jakby gdzieś niedaleko pojawiła się machina którą można podróżować w czasie. Zapach świątecznych słodkości, pieczonej szynki, wina i piwa, migotanie choinkowych lampek na jarmarcznych kramach roztoczył wokół aurę nadchodzącej świątecznej magii.
Ostatni raz podziwialiśmy starcie zbrojnych w walce o ratusz miejski. Huk armaty grzmiał potężnie odbijając się od murów pobliskich budynków, muszkiety tryskały ogniem, a w powietrze niósł się jeden okrzyk: Vive la France!.
Ludzie wielu narodów, wspólnie i w pokoju, radowali się tym niezwykłym wieczorem.
Następnego dnia zwiedziliśmy Ołomuniec, malowniczy rynek i archikatedrę wraz z pobliskim muzeum. Wciąż jeszcze nie wyparliśmy wspomnień poprzedniego dnia, gdy podziwialiśmy rzeźby, malowidła i ryciny zgromadzone przez lata w tym miejscu. Z pewnością największe wrażenie wywołała olbrzymia, kosztowanie zdobiona karoca, którą musiał kiedyś podróżować jakiś z tutejszych arcybiskupów. Zakosztowaliśmy nieco lokalnych specjałów i nim się obejrzeliśmy, mknęliśmy autostradą ku naszym domom.
 |
| Ślady Mozarta w Ołomuńcu. |
 |
| Królewskie selfie - mural na jednej ze ścian kamienicy :) |